Mikołaj

Mikolaj 1

W ramach mojego absolutnego przemęczenia niewiele jestem w stanie ostatnio zrobić. W zasadzie chodzę tylko do pracy, wracam do domu i idę spać. Gdy mam lepszy dzień, staram się oddać innym czynnościom (np. szyciu, ale najwidoczniej tylko ja mam na to ochotę, bo moja maszyna właśnie postanowiła, że się ze mną nie będzie bawić). Miri też się oczywiście domaga uwagi… Na to też nie mam siły. Dlatego też dziś post krótki, mocno komercyjny, ale ja naprawdę lubię dostawać rzeczy. A że Mikołaj do mnie przyszedł…Mikolaj 2Pierwszy Mikołaj przyszedł do mnie z Warszawy. Najlepszy w świecie Kasiołaj. Zaczęło się trochę od rzeczy około-kotowatych. Koci bazgrolnik (cudowny! Jeszcze się nie odważyłam w nim bazgrolić!) i kocia koreańska maska do twarzy od Skin79. Jeszcze nie użyłam, bo wychodzę z założenia, że trzeba mieć czas i siłę, by się tym delektować i zrelaksować… A jak już powyżej wspomniałam – tego w moim przypadku brak. Tegoroczna jesienna aura jest okropna. Najchętniej zapadłabym w sen zimowy.Mikolaj 3Do tego muminkowy rooibos. Mikołaj wie, że uwielbiam herbatę, a te są naprawdę pyszne. Np. ta sernikowa…Mikolaj 4Ostatnio (bodajże na urodziny, ale już nie pamiętam) dostałam werbenowe mydło Yope. Opakowanie bardzo dobrze się sprawdziło i gdy mydło sięgnęło dna, wlewałam w nie żel pod prysznic. Mój paskudny Niemiec je jednak pewnego dnia wyrzucił, gdy było puste (nagle zachciało mu się sprzątać, czego zwykle nie robi dobrowolnie…) i wpadłam w histerię. Mikołaj przyniósł mi więc nowe, tym razem figowe. Zapach werbenowego mi się jednak bardziej podobał. Niemniej jestem szczęśliwa. A mój Niemiec już wie, że tych opakowań się nie wyrzuca!Mikolaj 5 Mikolaj 6Tutaj Mikołaj postanowił spełnić moje czekoladowe marzenie! Jako ukoronowanie prezentu paletka cieni Too Faced Chocolate Bon Bons. Są piękne, pachną białą czekoladą… Od razu się nimi wysmarowałam, gdy tylko przyszły. Mój Niemiec zapytał tylko, czy to kosmetyki, które pachną jak czekolada, czy czekoladki, które wyglądają jak kosmetyki. Mikolaj 7W pracy mieliśmy też małego Mikołaja. Malutka paczuszka ze słodyczami i bąbelkami…Mikolaj 8…oraz herbaciany kalendarz adwentowy, na który patrzyłam łakomym wzrokiem od kilku lat, ale z jakiejś przyczyny nigdy nie kupiłam. W końcu los go do mnie przysłał. Wraz z kubkiem, z którego należy je pić.

Odwiedził Was Mikołaj? Co Wam przyniósł?

A jeśli za mną tęsknijcie, dajcie mi motywacyjnego kopa, to może się z mojego snu zimowego przebudzę…


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail

Wymarzona suknia ślubna (czyli jak przeznaczenie upomniało się o swoje)

suknia slubna

Gdy zdecydowaliśmy się na ślub, było mi przykro, że nie będę miała mojej wymarzonej sukni ślubnej. Rok wcześniej znalazłam na Allegro wspaniałą jedwabną sukienkę, o której od razu pomyślałam, że chcę, by była moją suknią ślubną (nieważne, że wtedy żadnych ślubnych planów nie było – po prostu mnie wzięło i trafiło).

Akurat byłam dość biedna i nie było mnie na nią stać, czego przez ponad rok nie mogłam przeboleć. Jednak puste konto (zarówno moje jak i wszystkich innych, od których mogłam pożyczyć pieniądze) nie ułatwiło sprawy. Zakończoną aukcję zapisałam sobie na mojej chciejliście i co jakiś czas sprawdzałam na Allegro, czy moja sukienka się przypadkiem znowu nie pojawiła. Ale tego nie zrobiła. Nawet myślałam, że uszyję sobie suknię ślubną sama, w podobnym do tamtej stylu, jednak zmieniłam zdanie, gdy kupiłam sobie inną sukienkę.

To było również jedwabne cudo, bez ramiączek – długa gorsetowa beżowa sukienka w czerwone kropki. Gdy ją dostałam, pomyślałam, że ona też się nadaje. To będzie moja suknia ślubna i też będę zadowolona! Oswoiłam się z tą myślą i zmartwiłam się tylko, że nie będę mogła kupić sobie fuksjowych butów, bo ni cholery nie będą do niej pasować. Już prawie przekonałam się do kremowych. I stało się.

Weszłam któregoś dnia na Allegro, by popatrzeć, jakie tam sukienki w moim rozmiarze się panoszą. To było dzień po poinformowaniu całego świata o naszym ślubie (i to dzień, którego większość przepłakałam po rozmowie z moimi potencjalnymi gośćmi), gdy przez chwilę rozważałam, czy całej tej imprezy nie odwołać, bo byłam bardzo nieszczęśliwa z powodu reakcji i miałam szczerze mówiąc dość wszystkiego. A co jest najlepszym antydepresantem dla kobiety? Zakupy!

No to sobie patrzyłam na sukienki i nagle widzę – ona! Moja wymarzona suknia ślubna pojawiła się znowu na Allegro! Tańsza niż poprzednio, ale to wciąż dokładnie ta sama – te same zdjęcia, ten sam sprzedawca. Prawie się popłakałam ze szczęścia, zaczęłam się trząść i przeprowadzać skomplikowane procesy przelewania pieniędzy z jednego konta na drugie (wbrew pozorom naprawdę skomplikowane) i tylko piętnaście razy dziennie sprawdzałam, czy ta sukienka jeszcze tam jest (trwało to kilka dni). Aż tuż przed wyjazdem do Brukseli ją kupiłam.

To był ten moment, w którym uznałam, że to znak. Że ten ślub ma się odbyć (bo akurat sukienka ot tak wróciła na aukcję akurat w czasie, gdy wszystko załatwiliśmy? Ja w to nie wierzę). I niech wszyscy ci, którzy mają problemy idą do diabła.

Chorowałam za tą sukienką od kwietnia zeszłego roku. I nagle się pojawiła – w odpowiednim momencie. A ślub nagle się okazał trochę bardziej tradycyjnym, bo w ecru, a nie w czerwieni.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail

Organizacja ślubu – jak sprawić, by wszyscy byli niezadowoleni

organizacja slubu

Dziś podzielę się z Wami porcją doświadczeń, jakie zebrałam, postanawiając spontanicznie wyjść za mąż. Decyzję podjęliśmy z moim Niemcem w połowie lipca. Drugiego sierpnia mieliśmy wyjechać do Polski, więc do tego dnia chcieliśmy załatwić wszystkie formalności, ale po podliczeniu finansów zrezygnowaliśmy z tego wyjazdu. Wyszliśmy z założenia, że skoro bierzemy ślub to i tak wszystkich zobaczymy (błąd!). Przez te dwa tygodnie lataliśmy po urzędach i tłumaczach (mnie wywiało nawet do Warszawy w związku z apostille, ale o tym napiszę może następnym razem – międzynarodowe małżeństwa to naprawdę śmieszna sprawa), w międzyczasie dowiedziałam się, czy termin, który nas wstępnie interesował jest wolny i zrobiliśmy research wśród potencjalnych gości, by wiedzieć, czy to w ogóle ma sens i ktokolwiek ma czas (generalnie w soboty większość osób go ma – tym bardziej w wakacje). Wydawało się, że nie będzie problemów. Okazało się jednak, że bardzo się myliliśmy. W minucie, w której opuściliśmy USC, złapałam za telefon i zaczęłam obdzwaniać rodzinę. I dokładnie w tej minucie zaczęły się problemy…

0. Wyjdź z założenia, że to wydarzenie dla Ciebie, a nie dla gości

I już wtedy wszystko zacznie się walić.

1. Wybierz termin

Wymyśl sobie jakiś termin, sprawdź, czy jest wstępnie dostępny i zapytaj wszystkich, co robią tego dnia. Stwierdź, że ze wszystkich osób, które chcesz zaprosić, tylko dwie tego dnia mają inne plany niż nicnierobienie. Jedna z nich wydaje się być trudnym, druga prostym przypadkiem. Gdy poinformujesz później o terminie ślubu, okaże się, że jest zupełnie na odwrót. A i tak największy problem będą mieć ci, którzy żadnych planów na ten dzień nie mieli.

2. Zaproś gości telefonicznie

Nawet jeśli mieszkają tysiąc kilometrów od Ciebie, a ślub jest za trzy tygodnie, więc tak jest najszybciej, będą mieć z tym problemy. Bo kto zaprasza telefonicznie?! Nie osobiście?! I to w dodatku bez kiczowatego papierowego zaproszenia, które i tak zgubią albo wyrzucą?! To brak szacunku dla gości!

3. Zaproś gości trzy tygodnie przed ślubem

Nawet jeśli sama ledwo co wyszłaś z urzędu i od razu złapałaś za telefon, usłyszysz, że czemu wcześniej nie powiedziałaś (patrz pkt. 4), teraz to oni nic w ciągu tych paru dni nie załatwią (patrz pkt. 1), a tak w ogóle kto zaprasza przez telefon (patrz pkt. 2) i czy jesteś w ciąży (patrz pkt. 5). Uznają, że to nie wypada, żeby nie było wesela (patrz pkt. 6). W dodatku to ma być najpiękniejszy dzień, a Ty to tak na szybko… Tak nie można! Ślub planuje się pół roku wcześniej! Nawet jeśli to tylko wizyta w USC, by podpisać papiery. Oczywiście nie pogratulują. Bo w tym całym ślubie chodzi przecież o nich, nie o Ciebie i Twojego partnera.

4. Nie informuj nikogo o swoich planach

Załatw wszystkie formalności w spokoju, żeby nikt Ci głowy nie zawracał swoimi pomysłami. Nikomu o tym nie mów, żeby uniknąć problemów. I tak później okaże się, że jesteś wyrodną córką/wnuczką/kuzynką/siostrzenicą/znajomą/sąsiadką, bo jak śmiałaś nie poinformować o tym całego świata?!

5. Nie bądź w ciąży

Jeśli zamierzasz wziąć ślub dla siebie, a nie dla gości i organizujesz go w krótkim czasie (czyli poniżej pół roku), musisz być w ciąży. Inaczej nikt tego nie zaakceptuje. Nie martw się. To pytanie i tak padnie. Bo cóż innego usprawiedliwiałoby tak pospieszny ślub? No chyba nie miłość!
Jeśli jesteś w ciąży, prawdopodobnie wszystko Ci wybaczą. Jeśli nie – wydziedziczą.

6. Nie organizuj wesela

Nie masz pieniędzy, ani też ochoty na wielką imprezę, więc zaznacz w zaproszeniu (telefonicznym), że wesela nie będzie. Ew. jeśli wszyscy goście wyrażą zainteresowanie, możecie się wybrać do restauracji na obiad, gdzie każdy płaci za siebie lub pojechać nad jezioro i zrobić tam małego grilla. Oczywiście wszyscy wpadną w histerię (bo to nie kościelny i nie wypada robić tego jeszcze skromniej) i stwierdzą, żebyś wzięła kredyt, skoro nie masz pieniędzy. Ale impreza musi być!

7. Nie miej obrączek

Jakieś trzeba przecież mieć, choćby ze słomy! Nie wypada! I co z tego, że znalazłaś piękne, które kosztują cztery tysiące i kupisz je, gdy będzie Cię stać? Jak to ślub bez obrączek!

8. Zrezygnuj ze wszystkich typowo ślubnych rzeczy

Na pytania odpowiedz, że nie będzie ozdabiania samochodów, puszek się za nim ciągnących, białej sukni, welonu, tortu, podwiązek, kwiatów, oczepin i diabli wiedzą czego jeszcze. Limuzyny też nie będzie (po czym się zorientujesz, że Twój samochód wg papierów jest limuzyną i wprowadziłaś siebie samą błąd w wyliczaniu, z czego rezygnujesz).

9. A co do pytań odnośnie prezentów…

…powiedz, że chcesz, by po prostu dali Ci w spokoju wziąć ślub i przestali zawracać dupę tym, co im się nie podoba (ale to gdy naprawdę, ale to naprawdę nie możesz już wytrzymać).

10. Ostatecznie stwierdź…

…że w sumie wszyscy mogą zostać w domu, bo zorganizowałaś wszystko w trzy tygodnie, by mieć święty spokój i nie mieli czasu się wtrącać, a i tak nie wyszło. Uznaj, że trzeba było wziąć tajemny ślub i poinformować wszystkich dopiero po fakcie.
A na świadka wziąć kota. Bo tylko kot nie marudził.

Po czterech dniach wszystko się uspokoi. Ci, którzy są obrażeni, dalej nie będą się do Ciebie odzywać, a całej reszcie przejdzie, gdy uznają, że nie chcesz się nagiąć do ich oczekiwań (co i tak ostatecznie nie do końca wyjdzie). I pozostaje czekać na sądny dzień – ten który ma być najpiękniejszym w życiu.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail