Podsumowanie stycznia

Skoro mój telefon mnie wkurzył i musiałam kupić nowy (stary dostał mój Niemiec, po czym ów telefon zepsułam, próbując wymienić ekran…) i zostałam ukarana urządzeniem, które mierzy moje kroki, cieszę się za każdym razem, gdy uda mi się osiągnąć te dziesięć tysięcy. Zdarzyło się dwa razy w ciągu miesiąca. Nędzna jestem. I odkrywam, że po sześciu tysiącach umieram na milion sposobów. Energii we mnie po tym brak. Chyba potrzebuję większych akumulatorów…

 

Niemniej pojawiło mi się samo z siebie postanowienie noworoczne – zajmę się swoim zdrowiem. Uporam się z moim chronicznym kaszlem, problemami z trawieniem… Mam już za sobą rentgen płuc, w marcu mam kolonoskopię. A na codzień lekarkę, która twierdzi, że symuluję (twierdzi też, że mam alergię na koty, choć badań żadnych nie przeprowadziła). Staram się też przykładnie pić. Wypić przynajmniej litr dziennie (pijak ze mnie żaden…) i coś robić. Nie spędzać wolnych dni tylko w łóżku.

Jestem też dobrym człowiekiem! Podłączyliśmy do prądu wyłączniki czasowe i w nocy prądu brak. Marnuje się trochę mniej energii! Czyli jeśli komuś przyjdzie do głowy do nas w nocy zadzwonić, mocno się rozczaruje… A ja nauczyłam się wyłączać laptopa, zamiast tylko go zamykać… teraz częściej korzystam z telefonu, a ma on dobrą baterię, która potrafi trzymać trzy dni. Bardzo mnie to cieszy.

Zrobiłam własne kimchi! Bo udało mi się (w końcu!) znaleźć nieopakowaną kapustę pekińską. Wyszło pyszne. I dzielnie jem mniej zwierząt, co sprowadza się do tego, że ograniczam ryby i owoce morza. Czasem z tym trudno, bo rodzina się przyzwyczaiła, że u nas to alternatywa, gdy przyjeżdżamy na obiad. A ja czasem mam ogromną ochotę. A potem mi z tym źle. I tak się to kręci.

Miri wciąż nie chce żyć bardziej zero waste… Niemniej uznałam, że jak się kiedyś przeprowadzimy do własnego domu (czyli za milion lat), kupimy ogromną zamrażarkę i będziemy barfować. Może jej to nie będzie przeszkadzać…

A jak mnie szlag trafi i opuszczę moją pracę na zawsze, pójdę do innej, gdzie dojadę pociągiem i będę mniej jeździć samochodem. W każdym razie tego sobie ostatnio życzę. Móc pracować, nie dojeżdżając sto kilometrów dziennie samochodem. Gdy robiłam testy, ile planet byśmy potrzebowali, gdyby wszyscy żyli jak ja, potrzeba by było dwie i pół planety. Dużo, prawda? Gdyby wywalić te tysiące kilometrów rocznie, potrzebowalibyśmy o jedną mniej. Mój samochód domaga się jednej planety tylko dla siebie! Tak mniej więcej. A jak kupię za sto lat kolejny, to elektryczny lub hybrydę (w zależności od tego, jak świat się rozwinie…). Albo polubię się z rowerem. Nie, raczej nie. Choć mam piękny rower.

Z samochodem mam też taki problem, że żeby nie zasypiać za kierownicą, muszę słuchać audiobooków. Biblioteka chętnie mnie w nie wyposaża, ale ostatnio radio wariuje i nie widzi płyt (odbiło mu jakiś tydzień temu). A nie mam wejścia na usb, co by mi ułatwiło życie. A że staram się żyć zero waste, wkurzam się na radio, bo skoro jako tako działa, po co mam kupować nowe? I tak się to kręci w kółko (albo i nie, jeśli chodzi o płyty w nim). Taki dylemat moralny. Jak i wiele innych. (Największym z nich jest chyba moja praca.)

W zasadzie chciałam napisać, że ostatnio mam problemy z blogiem. Niby chcę pisać, ale mam blokadę. Przestałam widzieć w tym sens. Nie bardzo się w tym odnajduję. Podejrzewam, że ma to coś wspólnego ze sporym stresem, który mnie przez ostatnie pół roku zżera. Poprawia się, ale jeszcze mi daleko do stanu szczęścia i spokoju (wnioskuję to po tym, że bardzo źle śpię). Ostatnio marzę o domku ze sporą działką, gdzie mogę posadzić ziemniaki, hodować alpaki i żywić się tym, co wyprodukuję i odpoczywać i pracować na łonie natury. Mniej konsumować, więcej tworzyć. Ale najpierw uporam się z moimi problemami zdrowotnymi. Jestem pewna, że po tym będzie mi lepiej. Odzyskam energię. W końcu zepsute jelita psują resztę organizmu. Trzymam kciuki, by to był główny powód moich wszystkich problemów.

I tyle ze styczniowego narzekania.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail