Zero waste – na początek nowej przygody

zero waste

Gdybym kilka lat temu opublikowała wpis na temat zero waste, który chodził mi po głowie, dziś bym się bardzo wstydziła. Mianowicie dziś jestem całkiem odmiennego zdania niż wtedy, posypuję głowę popiołem i opowiem Wam, o co tak naprawdę chodzi.

Kilka lat temu przeczytałam artykuł o Bei Johnson, autorki bloga Zero Waste Home i najbardziej znanej propagatorki ruchu (czy też może filozofii?) zero waste. W artykule tym Bea prezentowała słoik ze swoimi śmieciami. Z całego roku. Jeden słoik. Moja reakcja na to była taka: „Bzdura, to niemożliwe, ona kłamie” i tak dalej, i tak dalej…

Zero waste to w zasadzie nic nowego. Ludzie żyli w ten sposób tysiąclecia, aż w latach sześćdziesiątych ktoś wynalazł plastikowe reklamówki, które opanowały świat i dziś nie wyobrażamy sobie bez nich życia. A plastik znalazł się nagle wszędzie, bo jest lekki i tani. Tyle że potrzeba setek lat, by się rozłożył. Wiecie, że nawet jemy plastik? To, co ląduje w wodzie, rozdrabnia się na malutkie cząsteczki, ryby to zjadają, a te znowu zjadamy my. W wodzie pitnej też się on znajduje, bo filtry w oczyszczalniach nie mają możliwości wyłapania tych mikrocząsteczek. Ale zero waste nie ogranicza się do plastiku. Tu chodzi o nie marnowanie niczego. Żadnych surowców, zasobów – niczego. Ale o tym dokładniej innym razem.

Niemniej coś się w moim życiu zmieniło. Zaczęło się na Wielkanoc, gdy wraz z moim Niemcem postanowiliśmy ograniczyć śmieci, sortować je (w Niemczech śmieci się sortuje, bo za te ogólne się dużo więcej płaci, ale że my mieszkamy w bloku, to raczej nie robiło nam to różnicy i pakowaliśmy wszystko do jednego kontenera – tego drogiego) i zrobić coś dobrego dla środowiska. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak do tego w ogóle doszliśmy. Po prostu się stało. I od tego dnia zaczęłam interesować się życiem bez śmieci.

Nie przesadzę, gdy powiem, że spędziłam kilka tygodni w Internecie, szukając informacji, czytając blogi, a potem szukając alternatyw. Nagle się zorientowałam, że niemal dusimy się w plastiku. Jest wszędzie i nie sposób go uniknąć. Kilka razy zwątpiłam i się popłakałam, bo nie udawało mi się rozwiązać pewnych problemów. Np. kupno sera. Wszystko jest zapakowane w folię spożywczą. Sałata (taka rukola, roszponka czy szpinak) są zapakowane w plastik i naprawdę nie ma jak ich kupić w stanie nieopakowanym. O kociej karmie już nie wspominając.

Gdzieś tam postanowiłam unikać tego, jak tylko mogę. Staram się kupować bez produkcji śmieci, ale mimo to mój kosz jest ciągle pełny. Czasem wydaje mi się, że coś jest bez plastiku, a tu nagle okazuje się, że się myliłam.

To długa droga, mnóstwo prób, ale też nie chcę oszaleć. Jestem na razie daleka od zero waste, ale plastic free – może mi się kiedyś uda. I na pewno będę Wam trochę więcej pisać na ten temat, bo jest on bardzo ważny. Naukowcy stwierdzili, że przy obecnej tendencji do zaśmiecania naszej planety, Ziemia przetrwa jeszcze tylko sto lat. Nas już wtedy nie będzie, ale co z naszymi dziećmi? Chciałabym się też kiedyś doczekać wnuków, jedndak bez świadomości, że im nie będzie dane to samo.

Dziś dam Wam na drogę jeden mały, ale jakże skuteczny sposób, by zrobić coś dobrego dla świata: nie używajcie jednorazowych reklamówek czy toreb na zakupach, ale takich z materiału. A gdy ktoś będzie Wam chciał coś zapakować, powiedzcie „nie”. Na początku jest to trudne, ale potem już idzie z górki. I nagle okazuje się, że w sklepie nie trzeba pakować jabłek i bananów do osobnych reklamówek. Przytulone do siebie w bawełnianej torbie też mają się dobrze.

PS Już wiem, jak wpadłam na to, by zainteresować się zero waste. Moja ulubiona bloggerka – Joulenka – opublikowała wpis na ten temat oraz jeszcze jeden z instrukcją szycia woreczków na żywność. Musicie tam zajrzeć!

Wyżej wspomniałam, że chciałam napisać kiedyś niemiły wpis na temat zero waste. Przypadkiem natknęłam się w Sieci na jeden, który mniej więcej to prezentuje, co ja chciałam wtedy powiedzieć. Polecam Wam lekturę komentarzy.

Ja zaś będę w najbliższym czasie więcej o tym pisać. To ważny temat, proszę Was, byście o tym poczytali. Czy zdecydujecie się, by ostatecznie zrobić coś dla środowiska, to Wasza decyzja, proszę Was jednak o otwarty umysł.

Słyszeliście o tym nurcie? Co o tym sądzicie? Uważacie dbałość o środowisko za fanaberię, czy ma to w Waszym życiu jakieś znaczenie?


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail
  • Ja mocno się staram zmniejszyć ilość produkowanych śmieci. Nie jest łatwo oj nie

  • No to przestaję brać reklamówki. I tak na większe zakupy zawsze nosiłam koszyk, ale na te drobniejsze zapominałam. Trzeba to dopracować.

    • Ja staram się zawsze mieć torbę w torebce :). Albo przynajmniej w samochodzie. Od dawna nie byłam zmuszona brać reklamówek – to najprostszy krok w stronę zero waste.