Happy detoks w Lipowym Domu

happy detoks

Od początku tego roku w moim życiu jest bardzo dużo stresu – w zasadzie w każdym zakamarku życia. W związku z tym od ponad miesiąca mnie roznosiło, podejrzewam, że mój Niemiec dostał w związku ze mną rozstroju nerwowego, a Miri też była mocno niedopieszczona. Przez cały ten czas modliłam się, by po obudzeniu okazało się, że już zaczął mi się urlop. I w środę tak się stało.

Pod koniec zeszłego roku Kasia zapytała, czy jadę z nią w tym na warsztaty Happy detoks prowadzone przez Kasię Bem, autorkę książki – kto by pomyślał – „Happy detoks”.  Wspominałam Wam o tej pozycji dokładnie rok temu, dość lakonicznie, muszę przyznać, ale takie były moje odczucia. Z tego też powodu bałam się, że wyjazd mi się nie spodoba, że Kasia Bem jako nauczycielka jogi mi się też nie spodoba… No, ale postanowiłam pojechać, to pojechałam. O dziwo z pozytywnym nastawieniem, mimo lekkiego sceptycyzmu w związku z książką. Zaskoczyłam samą siebie, ale byłam tak zestresowana, że pewnie wyjechałabym dobrowolnie nawet na Syberię, byle tylko odpocząć od codzienności…

Warsztaty odbyły się w Lipowym Domu w Lipowie, gdzieś na Mazurach. To miejsce, do którego bałabym się pojechać moim samochodem (droga tragiczna) i w dodatku nie miałam ani odrobiny zasięgu w telefonie. To poniekąd dobrze, tyle że ja potrzebowałam być w kontakcie z moim Niemcem i Miri (która wyjechała na własny urlop do moich teściów), co z oczywistych względów się nie udało. Za to miałam czas dla siebie.

Przygotowanie do wyjazdu miało być też przygotowaniem do detoksu (tego książkowego). Ja się do zaleceń nie zastosowałam (mówiłam, że miałam ciężki okres) i byłam ciekawa, jak to przetrwam. Codzienna joga, medytacje, detoksowe jedzenie… A drugi dzień tylko na bulionie (to dla mnie synonim słowa „głodówka” i w sumie wszyscy tak do tego podchodzili). Zdziwiłam się, że przetrwałam ten bulion bez słowa skargi i nawet nie byłam głodna. Tego samego dnia poszłam też na masaż pleców. A następnego już praktycznie nie wstałam z łóżka. Byłam okropnie słaba, nie miałam na nic ochoty, a gdy próbowałam ćwiczyć jogę na zajęciach, zdałam sobie sprawę, że jedyne, do czego się nadaję, to pozycja trupa. W zasadzie od trupa odróżniał mnie tylko ból pleców…

Ostatniego dnia energia i siły życiowe do mnie wróciły, a ja zakończyłam mój jogowo-detoksowy weekend szczęśliwa.

To tak w skrócie. A ogólnie muszę jeszcze dodać, że wbrew moim obawom Kasia Bem jest bardzo dobrą nauczycielką jogi, bardzo pozytywną osobą i wydaje w najbliższym czasie nową książkę „Happy uroda” (premiera za jakiś tydzień). Same warsztaty są bardzo fajnie zorganizowane, a jedzenie pyszne (może pomijając ten bulion i siemię lniane, choć niektórym ono smakowało – ja mam poważne problemy z przełknięciem tego paskudztwa). Przepisy są w książce i chyba zacznę ją w końcu doceniać. Bardzo mi się też spodobało, że nie było przymusu uczestniczenia w zajęciach (jak już mówiłam – sobotę w zasadzie przeleżałam z książką w łóżku i nie pojawiły się żadne wyrzuty z tego powodu), a do tego było sporo wolnego czasu, który można było spędzić, jak się komu żywnie podobało (w moim przypadku na śnie i czytaniu). Samo Lipowo jest naprawdę urocze, a nad jeziorem spędziłam najlepszą godzinę całego wyjazdu, czytając, obserwując ryby i po prostu relaksując się z dala od cywilizacji…

Rozważam, czy nie pojechać za rok z moim Niemcem. Myślę, że by mu się tam spodobało, a mi by go tak bardzo nie brakowało (Miri też zabierzemy, a co!).

(Nie obiecuję, że powstałam z martwych. Ostatnio wydaje mi się jednak, że żaden temat nie jest wystarczająco interesujący. Poza tym napisałam posta o moim i Miri kocim niezbędniku, po czym odkryłam, że albo się skasował, albo go w ogóle nie zapisałam… To chyba świadczy najlepiej o moim stanie – takie coś nigdy mi się nie zdarzyło. Kiedyś tam opublikuję tekst o faktycznych kosztach samochodu, które mnie przytłoczyły, gdy już się własnego dorobiłam. Tak z perspektywy niemieckiej.)


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail