Obrączki idealne, czyli kolejny etap (po)ślubnej odysei.

obraczki 2

Ślub to obrączki. Czasem mam wrażenie, że w sumie może nie być pary młodej, ale sukienka i obrączki muszą być. Bez obrączek ślub nie może się odbyć. Tyle że to cholerstwo jest droższe niż suknia i garnitur razem wzięte!

Przynajmniej tak było w naszym niskobudżetowym przypadku. Garnitur używany (kupiony trafem parę miesięcy przed samym pomysłem ślubu, o sukience wiecie już wszystko (to swoją drogą moja ulubiona ślubna historia, bo kto może naprawdę powiedzieć, że dana suknia była mu przeznaczona?), grill w ogrodzie też do najdroższych nie należał. W sumie był niemal najtańszy ze wszystkiego (poza garniturem, on kosztował jeszcze mniej). No i pojawił się temat obrączek.

To nie tak, że nie chcieliśmy… Chcieliśmy obrączki idealne. I takie znaleźliśmy. Różowe złoto, stal damasceńska, surowy diament dla kobiety, faktura młotka… Praca krasnoludzkich rzemieślników, coś absolutnie nietuzinkowego. I ta cena, prawie cztery tysiące złotych. Gdy je znaleźliśmy, absolutnie nie chcieliśmy żadnych innych. I absolutnie nie mogliśmy sobie na nie finansowo pozwolić. Odłożyliśmy zatem ten projekt na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Jakoś tak się stało, że po milionie pytań innych ludzi („A gdzie obrączka?”) i milionie tych samych odpowiedzi doszedł jeszcze jeden problem. Tak sobie rozmawialiśmy z moim Niemcem i doszliśmy do wniosku, że oboje obrączki chcemy. Mój palec serdeczny mnie swędział i ciągle się na niego patrzyłam, bo czegoś mi brakowało. W końcu postanowiliśmy kupić obrączki tymczasowe (czyli aż będzie nas stać na te idealne).

I tak sobie chodziłam po różnych niemieckich stronach (bo to, co sklepy miały do zaoferowania, zdecydowanie nasze możliwości przekraczało), aż znalazłam coś, co mi się spodobało. Całkiem proste obrączki, damska z brylantem. I prawie od razu je kupiłam, gdy odkryłam, że można je zindywidualizować. I w końcu z prostych obrączek powstały dość wąskie z różowego złota, z troszkę większym brylantem i naszą ukochaną fakturą młotka. Zaprojektowałam te obrączki i mój Niemiec stwierdził, że są piękne. No to kupiliśmy.

Moja okazała się troszkę za duża. To też ciekawa historia. W piątek poszłam do Polski i przechodziłam obok złotnika. Z głupia weszłam (znaczy spróbowałam, bo była siedemnasta, a złotnik zdążył już zamknąć, ale jeszcze nas wpuścił) i zapytałam, czy da się zmniejszyć i ile to będzie kosztować. Wsadził na jakiś stożek, walnął młotkiem (serce mi zamarło i już widziałam śmierć mojej obrączki), walnął jeszcze raz i obrączka się trochę zmniejszyła. Wyszłam stamtąd wciąż w szoku, ale obrączka się trzyma.

Oto historia naszych tańszych, pięknych, wciąż nietuzinkowych obrączek.obraczki 1Na zdjęciu moja jest na palcu wskazującym (lepiej się trzymała), teraz noszę na serdecznym lewej dłoni. Mój Niemiec na serdecznym prawej. Jeśli chcecie post na ten temat, dajcie znać. Też wywoływało to sporo dyskusji.

I jak Wam się podobają nasze cuda?


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail
  • och, różowe złoto to coś za czym ja też się zdecydowanie rozglądam na mój ślub, mam tylko opozycję, bo rzekomo wyglądają niemęsko…

    • Może to zależy od składu złota. Nasze różowe złoto wygląda jak blade żółte. Mojemu Niemcowi się normalne żółte nie podobało, a różowe od razu zaakceptował. Choć samego różu to on nie lubi ;).

  • Bardzo ładne. Mają coś w sobie <3

  • Piękne są! Chcę posta, więcej postów!!!!

    • Będzie! Jak tylko trochę odpocznę :D.

  • Ja tam chcę posty na każdy temat! A wiesz, ja bardzo nie lubię pierścionków i wiedziałam, że nie będę nosić, więc kupiłam na allegro za 7 zł pierścionek z wielką trupią czaszką w cylindrze, a mąż kupił w H&mie obrączkę, która mu się podobała. I nie nosimy, rzecz jasna. :)

    • Gdybym nie chciała nosić, w ogóle bym nie kupiła :D. W tym przypadku jesteś bardziej tradycyjna niż ja ;P.

      W takim razie będę pisać o wszystkim :D.