Wymarzona suknia ślubna (czyli jak przeznaczenie upomniało się o swoje)

suknia slubna

Gdy zdecydowaliśmy się na ślub, było mi przykro, że nie będę miała mojej wymarzonej sukni ślubnej. Rok wcześniej znalazłam na Allegro wspaniałą jedwabną sukienkę, o której od razu pomyślałam, że chcę, by była moją suknią ślubną (nieważne, że wtedy żadnych ślubnych planów nie było – po prostu mnie wzięło i trafiło).

Akurat byłam dość biedna i nie było mnie na nią stać, czego przez ponad rok nie mogłam przeboleć. Jednak puste konto (zarówno moje jak i wszystkich innych, od których mogłam pożyczyć pieniądze) nie ułatwiło sprawy. Zakończoną aukcję zapisałam sobie na mojej chciejliście i co jakiś czas sprawdzałam na Allegro, czy moja sukienka się przypadkiem znowu nie pojawiła. Ale tego nie zrobiła. Nawet myślałam, że uszyję sobie suknię ślubną sama, w podobnym do tamtej stylu, jednak zmieniłam zdanie, gdy kupiłam sobie inną sukienkę.

To było również jedwabne cudo, bez ramiączek – długa gorsetowa beżowa sukienka w czerwone kropki. Gdy ją dostałam, pomyślałam, że ona też się nadaje. To będzie moja suknia ślubna i też będę zadowolona! Oswoiłam się z tą myślą i zmartwiłam się tylko, że nie będę mogła kupić sobie fuksjowych butów, bo ni cholery nie będą do niej pasować. Już prawie przekonałam się do kremowych. I stało się.

Weszłam któregoś dnia na Allegro, by popatrzeć, jakie tam sukienki w moim rozmiarze się panoszą. To było dzień po poinformowaniu całego świata o naszym ślubie (i to dzień, którego większość przepłakałam po rozmowie z moimi potencjalnymi gośćmi), gdy przez chwilę rozważałam, czy całej tej imprezy nie odwołać, bo byłam bardzo nieszczęśliwa z powodu reakcji i miałam szczerze mówiąc dość wszystkiego. A co jest najlepszym antydepresantem dla kobiety? Zakupy!

No to sobie patrzyłam na sukienki i nagle widzę – ona! Moja wymarzona suknia ślubna pojawiła się znowu na Allegro! Tańsza niż poprzednio, ale to wciąż dokładnie ta sama – te same zdjęcia, ten sam sprzedawca. Prawie się popłakałam ze szczęścia, zaczęłam się trząść i przeprowadzać skomplikowane procesy przelewania pieniędzy z jednego konta na drugie (wbrew pozorom naprawdę skomplikowane) i tylko piętnaście razy dziennie sprawdzałam, czy ta sukienka jeszcze tam jest (trwało to kilka dni). Aż tuż przed wyjazdem do Brukseli ją kupiłam.

To był ten moment, w którym uznałam, że to znak. Że ten ślub ma się odbyć (bo akurat sukienka ot tak wróciła na aukcję akurat w czasie, gdy wszystko załatwiliśmy? Ja w to nie wierzę). I niech wszyscy ci, którzy mają problemy idą do diabła.

Chorowałam za tą sukienką od kwietnia zeszłego roku. I nagle się pojawiła – w odpowiednim momencie. A ślub nagle się okazał trochę bardziej tradycyjnym, bo w ecru, a nie w czerwieni.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail
  • Ale ładna historia :)
    Nie sądziłam, że to aż tak magiczne :))

    • Zadziwiające, ale prawdziwe :D.