Południowy Tyrol

Zdradzę Wam, że ostatnio miałam dość ciężki okres. Kilka tygodni w łóżku, potem tydzień z teściami w Południowym Tyrolu (wciąż chora) i teraz powoli dochodzę do siebie. Dziś nie będę dużo pisać. Pokażę Wam po prostu te parę zdjęć, które udało mi się zrobić w tych niewielu momentach, gdy ruszyłam z nimi na wędrówkę.

Jest tu też trochę zdjęć kotów, które mieszkały u naszych gospodarzy. Jedna sztuka nowoczesna (dzieło wspólne moje i mego Niemca) oraz bardzo ładna zupa ziemniaczana z wędzonym pstrągiem, po której o mało nie umarłam. I góry. Dużo gór. Aha, i to jezioro było na żywo jeszcze bardziej turkusowe.

Miłego oglądania!


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail

Sauberkunst i poszukiwanie szamponu bez plastiku

Jeśli chodzi o szampon, to pierwsza myśl, jaka się pojawia: „On z całą pewnością nie jest zero waste”. Druga myśl to: „Ale Lush ma stałe szampony w kostce!”. Moja trzecia była: „Nie chcę Lusha, jest dla mnie trochę zbyt agresywny, ale gdzieś obiło mi się o oczy mydło do włosów – wypróbuję!”. Po tych wszystkich myślach i buszowaniu po niemieckich stronach zero waste, trafiłam na sklep z mydłami Sauberkunst.

Od razu chciałam zrobić tam zakupy. Naprawdę. Tyle że jak zwykle chciałam za dużo, a na moim koncie wciąż nie ma milionów. Szkoda. No to czekałam parę miesięcy (czyli aż skończył mi się szampon w butelce) i kupiłam.

Mimo wszystko starałam się dość minimalnie do tego podejść. Kupiłam mydło do włosów. Stały szampon do włosów o zapachu różanym. Delikatne mydło do twarzy (jak skończy mi się żel), próbkę mydła do skóry zanieczyszczonej i wiśniową kulę do kąpieli. Do tego dostałam trzy próbki mydełek: rokitnik, mango lassi i do skóry wrażliwej. I wszystko pachnie absolutnie pięknie. Lush może się schować.

Niestety z tym mydłem do włosów to nie wyszło. Jeszcze nie załapałam, jak się tego używa. Przeczytałam w Internecie parę instrukcji, jak to zoptymalizować, żeby w ogóle działało (cóż, były dni, gdy wychodziło mi lepiej…), na razie jednak nie mogę nazwać tego sukcesem. Za to szampon w kostce świetnie się sprawdza i cudownie pachnie. Najprawdopodobniej kupię następnym razem więcej. Nie będę się jednak poddawać i postaram się oswoić to nieszczęsne mydło. Jak mi się uda, uraczę Was stosem rad. A jak nie… to nie.

Z samego zakupu w Sauberkunst jestem bardzo zadowolona (w końcu to nie wina sklepu, że nie umiem się posługiwać jego produktami). Wszystko zapakowane w papier (z wyjątkiem kuli do kąpieli, która jest w kompostowalnej folii), bez zbędnych rzeczy. I pachnie cudownie. Mydło rokitnikowe przerobiłam na mleczko do czyszczenia wanny (akurat się skończyło i posiłkując się przepisem z „Wyrzuć chemię z domu” złożyłam mydełko w ofierze), które wydziela oszałamiający wręcz aromat. Jeśli mieszkacie w Niemczech i lubicie Lusha – wypróbujcie koniecznie Sauberkunst.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail

Nowości z frontu zero waste

Przyznam się Wam, że jestem z siebie dumna. Nasz kosz na śmieci zapełnia się bardzo powoli. Zrobiłam mleczko do czyszczenia wanny (mój Niemiec mówi, że dobre), w Biedronce odkryłam ocet w szklanej butelce, a Kaufland stał się nam przyjazny i (o zgrozo) możemy kupować nieopakowaną szynkę parmeńską do własnego pudełka. I ser. Czyli wszystko to, od czego powinnam trzymać się z daleka. Rodzynek jeszcze nie kupiliśmy, bo na razie szukamy.

Kilka miesięcy temu pękła nam też klapa od toalety. Odpadł kawałek, ale jakoś mogliśmy z tym żyć. Niestety ostatnio odpadła cała reszta. Cudownie! Od teraz mamy drewnianą deskę klozetową. Bez plastiku! (Choć przyszła opakowana w folię, niestety.) Niestety mój Niemiec nie był przekonany do tego, by kupić taką z jednorożcem…

Kuweta Miri też jest nieplastikowa. Moje dłuuugie poszukiwania takiej ze stali nierdzewnej przyprawiły mnie o łzy rozpaczy, niemal włosy mi wypadły, a ja szukałam po szafkach antydepresantów. Dobrze, przesadzam. Od razu wiedziałam, że do tego celu użyjemy pojemników gastronomicznych ze stali nierdzewnej. Próbowaliście kiedyś takie kupić? Mają jakieś kosmiczne oznaczenia, z których nic nie wynika (moim zdaniem). Najpierw szukałam na Allegro, bo przy niektórych podane były wymiary. Tyle że wszystkie dostarczane były kurierem, a ja potrzebowałam pocztą (polskiego kuriera to ja nie mam jak odebrać, z pocztą sobie radzę). Ostatecznie – mając oznaczenie dla odpowiedniego pojemnika – poszukałam w niemieckim Internecie. Znalazłam i zamówiłam. Przepłaciłam o jedną trzecią. Następnym razem poszukam jeszcze trochę większego pojemnika. I wyższego. Ten się na razie sprawdza, Miri nie buntuje się bardziej niż zwykle. Może będzie z niej jeszcze zero waste kot…

W tym tygodniu rozwaliłam moją elektryczną szczoteczkę do zębów (spadła na podłogę o jeden raz za dużo) i w końcu zaczęłam używać bambusowej. Baaardzo mi się to podoba. Tak samo jak szczotka do zmywania naczyń. Zdecydowanie lepsze rozwiązanie od gąbki.

Kolejne osiągnięcie to przełamanie się: w drodze do pracy przejeżdżam obok mlekomatu. Mnie to w ogóle nie kręci, ale mój Niemiec to takie mleczne dziecko i bez mleka to on na stałe nie może… Niby w sklepach jest mleko w butelkach zwrotnych… to rozwiązanie wciąż mnie nie przekonuje (bo drogo). Mlekomat tańszy, mleko niepasteryzowane. Prawie prosto od krowy. I podobno pyszne (mnie mdli od jego zapachu, ale czego się nie robi z miłości).

No i moje małe załamanie nerwowe: soki. Okazało się, że w Kauflandzie można kupić wyciskane soki w butelkach zwrotnych. Sukces! A potem mój Niemiec poszedł do naszego sklepu ekologicznego i odkrył tam ich jeszcze więcej. I lemoniadę różaną.

Nie kupuję też już moich sorbetów cytrynowych z Biedronki. Uznałam, że mi nie smakują.

Jak widzicie, jesteśmy w tym coraz lepsi. A od września mój Niemiec będzie regularnie w Berlinie, niedaleko Original Unverpackt (sklep bez opakowań), więc to, czego nam będzie brakować, nadrobimy na bieżąco. Np. wegańską białą czekoladę (w DM można kupić taką zapakowaną w kompostowalną folię, a w Kauflandzie i Rossmannie w folię aluminiową, no ale to też nie jest rozwiązanie idealne, i ta nieopakowana tańsza…). Spaghetti się nam skończyło.

I Miri dostała zabawkę bez plastiku! Weszłam do zoologicznego i tam była taka marchewka… No dobrze, nie do końca bez plastiku, bo widziałam, że części sklejone pistoletem na klej. Jednak mniej niż reszta rzeczy!

W polskim sklepie ekologicznym kupiłam też wędzoną rybę do własnego pudełka. Nie było z tym najmniejszych problemów. Następnym razem kupię tam też chyba mięso dla Miri.

Mimo tych sukcesów mam na koncie też parę porażek z ostatnich tygodni…

Poszłam do DM i kupiłam żel pod prysznic. Bardzo impulsywnie. Bez myślenia. I olejek do ciała. Oba w plastikowych opakowaniach.

I gdy skończyła się nasza domowa pasta do zębów, kupiłam normalną. Niemniej bardzo żałuję tego występku i wrócę do robienia domowej. Albo kupię pastę w tabletkach (na niemieckim rynku zero waste to właśnie rozwiązanie alternatywne). Muszę się jeszcze zastanowić.

Na następnych zakupach pojawią się też ekologiczne cytryny. One są w plastikowej siatce. Przykro mi, ale z tego nie zrezygnuję.

Tak jak i z jeżdżenia samochodem na zakupy. To jednak załatwiam zazwyczaj po drodze z pracy. A na zakupy w Polsce idziemy na spacer. W końcu ja tego nosić nie muszę.

Ze wstydem też przyznaję, że marnujemy ostatnio jedzenie. Ja jestem winna, bo praktycznie nic nie jestem w stanie ostatnio zjeść. No i się marnuje. Mój Niemiec ratuje, ile może. Chwała dla niego.

W każdym razie tak źle ze mną nie jest. Nie kupiłam też nowego telefonu, odkąd rozwalił mi się ekran w starym. Póki coś jeszcze widzę, będę używać. Poluję póki co na FairPhone lub ShiftPhone (to takie podobno dobre telefony, miłe dla świata), ale kosztują za dużo. Więcej niż chiński smartphone.

A zero waste staje się coraz bardziej możliwe. To naprawdę kwestia przyzwyczajenia. Nie mogę się doczekać, aż będziemy mieć trochę większe mieszkanie, w którym będę mogła postawić kompostownik bokashi. To obecnie moje największe marzenie zero waste.


Podobało się? Podziel się z innymi!
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedintumblrmail